Darius HSP Inc. Wypowie się, choć w ostateczności Darius HSP Inc.
Dołączył: 31 Gru 2007 Posty: 13 Skąd: Poland, USA
Wysłany: Pią Sty 04, 2008 1:50 am Ratowników chrzest bojowy. Czyli? Nasza Pierwsza Interwencja
Pomysł opowiadania o swoich akcjach ratunkowych, bądź sytuacjach niebezpiecznych, którym zapobiegliśmy nie jest muszę przyznać do końca mój...
Jest to jeden z elementów obecnego programu kształcenia Ratowników American red Cross w celu wyrabiania w każdym impulsu do działania oraz instynktu do przewidywania sytuacji niebezpiecznych. Przygotowywane wywiady z ratownikami pokazują iż sytuacje niebezpieczne naprawdę się zdarzają i musimy być tego świadomi...
Wspólna nauka od samych siebie o tych sytuacjach oraz okolicznościach ich zdarzenia w idealny sposób uczy Nas samych o ich ewentualnym ograniczaniu.
Pomocnym będzie przy każdym poście podanie miejsca zdarzenia... Zaczynajmy...
Moja pierwsza prawdziwa akcja ratunkowa przydarzyła mi się w Łodzi na akwenie Arturówek... Pracowała tam wówczas drużyna ratowników. Jednym z nich był Sebastian, generalnie zwariowany koleś, dobry kolega. Miał on zwyczaj chłodzić się w gorące dni wskakując do wody. Wykonywał on jednak ten skok w nietypowy sposób; mianowicie wskakując do wody na głowę trzymajac ręce z tyłu, tzw. indianin... Nie było nawet mowy żeby zrobił sobie krzywdę mimo iż oddawał ten skok na głębokości wody ok 1 metra. Trafił się jednak student, który widać chciał powtórzyć ten wyczyn. Wykonał on skok, po którym wypłynął na powierzchnię bez możliwości powstania, kontroli dolnej części ciała...
Dostrzegając iż ów osobnik nie może powstać z wody jeden z ratowników dotarł do wody za nim aby sprawdzić co się stało. Po zorientowaniu się w sytuacji podjeliśmy kroki w celu ratowania chłopaka. Kilka dni po zdarzeniu rodzina była nam wdzięczna, iż chłopak nadal żyje, jednak nie byliśmy w stanie uchronić go od paraliżu... ... Miałem wówczas przeświadczenie, iż mogliśmy zrobić coś więcej. Teraz z perspektywy lat pracy dla American Red Cross wiem że tak... Cieszę się jednak że standardy zmieniają się na bieżąco i mamy możliwość podnosić wciąż swoje kwalifikacje w polskim ratownictwie.
Zapraszam Wszystkich do podzielenia się swoimi doświadczeniami oraz zdarzeniami w wodzie...
_________________ SierraGuards.pl! - Zostań Ratownikiem w USA. Discover America With Us...
Dołączył: 06 Maj 2007 Posty: 371 Skąd: Bielsko-Biała
Wysłany: Pią Sty 04, 2008 3:42 pm
Ja juz kiedyś opisywałem na forum swoja pierwszą poważną akcje więc nie będę sie powtarzał wszystko Tutaj
Sądzie ze mogę nazwać ja moim chrztem ratowniczym ponieważ wtedy pierwszy raz naprawde skorzystałem z tego czego nauczyli mnie na kursie...
Z jednej strony poczułem sie troszkę pewniej ponieważ zareagowałem dobrze, zrobiłem wszystko co mogłem zrobić oraz miałem możliwość współpracy z kwalifikowanymi służbami.
Z drugiej strony jednak poczułem to wielkie brzemię odpowiedzialności, która na nas ratownikach spoczywa oraz to że czasami moze sę nie udać
Jako iż działam w grupie ratowniczej zdarzało mi sie widzieć coś niecoś na różnych zabezpieczeniach, jednak niema tu co opisywać, jeżeli znasz standardy to teoretycznie wiesz co należy zrobić a to jak sie zachowasz i czy zrobisz to tak jak należy zobaczysz dopiero podczas akcji. Każdy reaguje inaczej kiedy przychodzi stres i cała odpowiedzialność spada na ciebie.Niestety tego na kursie sprawdzić sie nieda.
Wykonywał on jednak ten skok w nietypowy sposób; mianowicie wskakując do wody na głowę trzymajac ręce z tyłu, tzw. indianin... Nie było nawet mowy żeby zrobił sobie krzywdę mimo iż oddawał ten skok na głębokości wody ok 1 metra.
Przepraszam, ze sie czepiam ale uważam nie jest to odpowiednia postawa ratownika, i nie powinno sie robić rzeczy które są zabronione na danym kąpielisku...
Darius HSP Inc. Wypowie się, choć w ostateczności Darius HSP Inc.
Dołączył: 31 Gru 2007 Posty: 13 Skąd: Poland, USA
Wysłany: Sob Sty 05, 2008 12:56 am
Co mogę powiedzieć... Również się z Wami zgadzam, jak najbardziej...
Są jednak osóby, charakterów których nigdy się nie zmieni... (za bardzo zwariowani)
Co do świecenia przykładem, należy pamiętać, że wszyscy jesteśmy ludźmi, a postawa każdego zależy od jego samego...
Znam kilku świetnych ratowników, jednak zbyt zwariowanych aby ich stawiać za przykład młodym adeptom sztuki ...
Czekam na kolejne historie Waszej pierwszej akcji... ZAPRASZAM szczególnie świeżo upieczonych ratowników
_________________ SierraGuards.pl! - Zostań Ratownikiem w USA. Discover America With Us...
Do swiezo upieczonych ratownikow si enei zaliczam ale pierwsza powazna akce pamietam jak kazdy z nas...:
J.Niegocin plaza miejska w Gizucku lat temu wiele. Po zamknieciu kompieliska wrocilismy do bazy. Wiekszosc z ratownikow przyjela azymut na dom jednak ja z Wisnia jeszcze zostalismy. Na zdanie "Adam akcja" pobieglem za Wisnia nie wiedzac gdzie co i jak. Okazalo sie, ze na plazy topi sie chlopak (okolo 20 lat). Kiedy dobieglismy na miejsce (a jest to okolo 300m) topielec lezal na pomoscie wyciagniety przez naocznych swiatkow. Nie majac ze saba sprzetu podjelismy natychmastowa resustytacje bezprzyrzadowa. Do przyjazdu karetki prowadzilismy RKO. Chlopak zmarl a ja do dzis pamietam smak wymiocin, ktorymi "delektowalem" sie podczas wentylacii usta-usta...
_________________ "Dla świata jesteśmy tylko ludźmi - dla ludzi, których ratujemy jesteśmy całym światem"
"So Others May Live"
Mr.Bartson BAD - Bardzo Aktywny Działacz Młodszy Ratownik
Dołączył: 27 Sie 2007 Posty: 125 Skąd: Cieszyn
Wysłany: Pon Sty 07, 2008 9:34 pm
ako napisał/a:
a do dzis pamietam smak wymiocin, ktorymi "delektowalem" sie podczas wentylacii usta-usta...
Dołączył: 06 Maj 2007 Posty: 371 Skąd: Bielsko-Biała
Wysłany: Pon Sty 07, 2008 10:34 pm
ako napisał/a:
smak wymiocin, ktorymi "delektowalem" sie podczas wentylacii usta-usta...
Mr.Bartson napisał/a:
no to, to mogłeś pominąć
Wiesz Mr.Bartson takie rzeczy naprawdę zapadają w pamięci. Zreszta jesteśmy ratownikami i to jest sytuacja która moze naprawde sie przydarzyc każdemu, i nie wiem czemu mieli byśmy o tym nie mówc. Może dzieki temu ktos bardzij przygotuje się na to co może go spotkać podczas pracy.
Przeżycie napewno jest ciężkie a ciągły smak w ustach wydzielny poszkodowanego (w moim wypadku był to ślinotok) nie pomaga, mimo tego iż minęło dużo czasu i zajedło sie cos ciągle czuje się go w ustach.
Cieżko opisać to trzeba przeżyć. Nie jest to napewno też miłe do czytania dla kogoś kto dopiero zaczyna swoja ratownicza droge (ratownicy z jakimś stażem pewnie już są bardziej odporni)
Ako Jak długo cała sytuacja chodzła ci po głowie? I czy ktos rozmawiał z tobą wtedy na ten temat?
Tego im w Polsce trochę brakuje, że Pomoc psychologiczna nie jest zapewniona (a powinna byc i to za każdym razem większości takiej sytuacji) w większosci przypadków psycholog powinien porozmawiać z każdym dotkniętym, lub przypadkowym ratownikiem i ocenić czy aby napewno wszystko w pożądku.
Ja uporałem się z tym sam, i moze wiele osób też sobie z tym radzi ale co jeżeli ktos bedzie do końca życa się z tym męczył.
Ako Jak długo cała sytuacja chodzła ci po głowie? I czy ktos rozmawiał z tobą wtedy na ten temat?
Jako ze byle jeszcze wtedy szczeniakiem i nei uodpornionym na takie sytuacje meczylo mnei to kilka dni ale przeszlo..... Rozmowy samej w sobie nei bylo ale starsi ratownicy dobrze wiedzieli ja mi "pomoc"..... Podsuneli mi kubek plastikowy od piwa wypelniony czysta wodka, a ja w stresie i napelniony adrenalina wydudnilem caly kubek duszkiem i nawet nie zapilem.... Niby banalne ale skuteczne.....
_________________ "Dla świata jesteśmy tylko ludźmi - dla ludzi, których ratujemy jesteśmy całym światem"
"So Others May Live"
Mr.Bartson BAD - Bardzo Aktywny Działacz Młodszy Ratownik
Dołączył: 27 Sie 2007 Posty: 125 Skąd: Cieszyn
Wysłany: Wto Sty 08, 2008 12:45 am
Ja nie wątpię w to, że zostaję to w pamięci ale to "delektowałem się" użyte przez ako w swojej wypowiedzi było takie, nie na miejscu, dlatego napisałem że mógł to pominąć, ale chodziło mi raczej nie o to żeby pominął zdanie o wymiocinach tylko o tą formę...
Nie ważne - źle sprecyzowałem, trudno.
Nie wiem kiedy mnie taka sytuacja spotka, nigdy nie wiadomo co i gdzie może się przytrafić.
Na pewno nie jest to szczęśliwe przeżycie, i jak długo bym o takim czymś myślał - jakby mnie to spotkało... nie wiem. No ale nastawienie mam mocne.
Mr.Bartson, widze ze nie rozumiesz wiec wytlumacze: jedynym sposobem na radzenie sobie z tego radzaju sytuacjami jest umiejetnosc "smiania" sie z nich (co cie smieszy to nie przeraza). Ratownicy z wieloletnia praktyka tak samo jak lekarze i pielegniarki maja specyficzne i czesto niezrozumiale przez innych poczucie humoru. Jest wiele dowcipow niesmacznych dla ogolu a dla tej grupy zawodowej sa zabawne...
Jesli bedzie cie kiedys dreczyc podobna sytuacja zacznij sie z niej smiac a bedzie ci latwiej z tym zyc. Tymczasem jesli cie zniesmaczylo to porownanie to przepraszam.
_________________ "Dla świata jesteśmy tylko ludźmi - dla ludzi, których ratujemy jesteśmy całym światem"
"So Others May Live"
Dołączył: 06 Maj 2007 Posty: 371 Skąd: Bielsko-Biała
Wysłany: Wto Sty 08, 2008 6:44 pm
Zgadzam se z ako
Bardzo często zdarza się właśnie żarty podczas pracy, nawet przy zgonie pacjeta, zespół karetki mówi różne rzeczy, co często wrecz bulwersuje ludzi z zewnątrz.
Kiedyś sam będąc na pogotowiu z pacjentem słyszałem jak ratownik medyczny mówi do kobiety "Przepraszam mamy wyjazd" ale kobieta jeszcze o coś chciała zapytać i po jakichś 20 sekundach (przez radio słychać komunikat że to jednak Zgon) i wtedy Ratownik z Takim uśmiechem "No dziekujemy, dzięki pani mamy mniej roboty"
Ogólnie postawa ta mnie nie dziwi, przecież to ich codzienność, jeżeli przejmowali by sie każdym poszkodowanym to by zwariowali. Pacjent to pacjent i tyle.
Ubu, masz racje...
Jestem ratownikiem medycznym i moge powiedziec ze ta praca "odczlowiecza". pacjenta zaczyna sie traktowac jak prace do wykonania a nie jak cierpiacego czlowieka, ale inaczej sie nie da!!!! Jest to okrutne ale gdyby ratownik mial dusic w sobie wszytskie te emocje to by zwariowal. Zartowanie sobie z tego ulatwia ratownikowi radzenie sobie z obciazeneim psychicznym na jakie jest narazony.
Dla wielu z was zwykla historja jest szokujaca, a ja takimi historjami z pracy moge sypac jak z rekawa...
_________________ "Dla świata jesteśmy tylko ludźmi - dla ludzi, których ratujemy jesteśmy całym światem"
"So Others May Live"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach