Wysłany: Pią Gru 29, 2006 1:31 pm Lifeguards.pl - Praca dla ratowników W USA.
Witam, jeśli chciałbyś tegoroczne wakacje spędzić w USA, pracując jako ratownik wodny, mamy wiele ofert pracy. Oferta skierowana jest dla osób, które chciałyby pracować nad oceanem oraz tych, którzy chcą być ratownikami na basenie. Zajrzyjcie na strone www.lifeguards.pl - tam więcej informacji. Pozdrawiam.
Na stronie jest napisane iz oferta kierowana jest rowniez do osob nie bedacych ratownikami wiec ciekawi mnie czy wspomniane 3 dniowe szkolenie ma ich nimi uczynic Pozdrawiam
_________________ Sprzedam NOWY WOREK NIVEA WOPR
Sprzedam NOWE SPODENKI NIVEA WOPR rozmiar L
No dokładnie tak samo myśle. Czy oni naprawde chca wysyłac judzi bez zadnego doswiadczenia nad ocean?? A poza tym ciekaw jestem ile trzeba tam siedziec zeby te 5000 zl sie zwrocilo. Zna ktos moze kogos kto bral udzial w czyms takim w poprzednich laach??
Witam jeszcze chyba nie pisalem na tym forum wiec czas to zmienic. Wiec ja wybieram sie nad atlantyk Do Myrtle Beach(SC) pierwszy raz wiec jak wszystko sie uda to napisze jak bylo. pozdro
Tegoroczne lato spedzilem pracujac w Bethany Beach (stan Delaware) w jednym z dzialajacych tam beach patroli. Wyjazd
zalatwiony zostal poprzez lifeguards.pl.
Kurs American Red Cross. Kurs byl przeprowadzony w Polsce przez instruktorow American Red Cross z firmy lifeguards.pl i trwal trzy pelne dni. Przygotowywal do pracy na basenie. Wiele zagadnien w nim poruszonych nie mialo zadnego zastosowania nad oceanem, podobnie jak wiekszosc technik cwiczonych na basenie. Dla ratownikow oceanicznych wartosciowa tresc to wylacznie pierwsza pomoc. Kurs ten byl jednak wymagany przez mojego pracodawce (firma Aquatic-Marine LLC. www.aquatic-marine.com ), ktory traktowal go chyba jako podstawe a ratowania w oceanie i tak mielismy sie nauczyc na miejscu. Pracodawce nie obchodzilo, czy ktos jest ratownikiem w Polsce, jaki ma stopien itd. Chcial zobaczyc tylko film na ktorym przyszly ratownik przeplywa 500m poniej 10minut.
Bethany Beach, Delaware Bethany Beach to kurort nastawiony na bogate amerykanskie rodziny z dziecmi. Wielkosc to cos jak 2x Rowy. W miasteczku byl jeden pub. Zakwaterowanie musielismy sobie zalatwic sami.
North Bethany Beach Patrol Pierwsze kilka dni pracy to szkolenie z technik ratownictwa w oceanie, czyli jak uzywac bojki, w ktorym miejscu wchodzic do wody, co mowic do ofiary, jak ja wynosic z wody, co to jest rip current (prad wsteczny), jak postepowac przy podejrzeniu urazu kregoslupa itd. Oprocz tego od pierwszego dnia normalnie pracowalismy, ale na stanowisku obok byl ktorys ze starszych ratownikow, poza tym ludzi na plazy bylo jak na lekarstwo (poczatek sezonu).
Szkolenie bylo moim zdaniem ciekawe i nauczylem sie kilku nowych rzeczy chociaz moglo by to trwac dluzej i bardziej intensywnie. Gdzies w ktoryms z pierwszych tygodni mielismy rowniez test 400m bieg/400m plywanie. Nalezalo sie zmiescic w okolicach ponizej 10 minut.
Moj beach patrol mial siedem wiez (standow) i pokrywal jakies 2 km prywatnej plazy. Nie zawsze byla ciaglosc miedzy stanowiskami - czasami zdazal sie dluzszy odcinek plazy niestrzezonej. W druzynie bylo 12 ratownikow (USA, Czechy, Polska). Na kazdym standzie byl jeden ratownik. Na wyposazeniu mial bojke, apteczke i radio. W sumie nic wiecej nie bylo potrzebne.
Nie bylo zadnego quada, nie bylo skuterow wodnych, lodzi motorowych, lodek wioslowych, kajakow, paddleboardow itd. Quad moze czasami przydalby sie kapitanowi - biedaczek wszedzie musial biegac. Sprzet wodny nie mialby raczej zastosowania. Ludzie trzymali sie w takiej odleglosci od brzegu, ze zawsze najszybsza metoda dotarcia do victima bylo standardowe wejscie z pamela. Co w wypadku, gdy ktos jakims cudem znalazlby sie rzeczywiscie daleko i potrzebowalby pomocy? Mielismy dzwonic po Coast Guard.
Praca Codziennie pierwsza godzina przeznaczona byla na trening/zaprawe. Biegalismy, plywalismy, papki, brzuszki, pozorowane akcje (wg mnie za malo), czasami gra w siatkowke czy frisbee. Trening prowadzil kapitan lub ktorys ze starszych ratownikow.
W ciagu reszty dnia glownym zajeciem ratownika bylo siedzenie na standzie i ciagle obserwowanie wody. Na jednego lifeguarda przypadalo jakies 100-150 metrow plazy. W wodzie na tym odcinku kapalo sie maksymalnie 30-40 osob. W sytuacji gdy trzeba bylo "zejsc na dol" (pierwsza pomoc, edukowanie ludzi, akcja) nalezalo zasygnalizowac to do sasiednich ratownikow, wtedy oni wstawali i obserwowali tez twoj kawalek wody. Ratownik musial wiekszosc problemow rozwiazywac sam. Jezeli byla akcja w wodzie, lifeguard szedl sam. Jezeli potrzebowal kolegi do pomocy w wodzie mogl mu to zasygnalizowac, ale takie sytuacje sie nie zdarzaly.
Najczesciej zdarzaly sie interwencje typu: kims rzucila o dno duzo fala i po wyjsciu na brzeg zglasza nam, ze bola go plecy/kregoslup. Wtedy zabezpieczalo sie ofiare na desce ortopedycznej i dzwonilo na 911 po paramedykow. Angazowalo to wiecej niz jednego ratownika, wiec trzeba bylo w miedzyczasie wyprosic reszte ludzi z wody. Ambulans przyjezdzal po 5 minutach.
Pracowalo sie 8 godzin dziennie, 40 godzin w tygodniu.
Codziennie kazdemu przyslugiwala godzinna przerwa na lunch. Dwa dni w tygodniu byly wolne, czasami kapitan prosil zeby przyjsc i pracowac "over-time" (platne x1,5), ale zdazalo sie to bardzo rzadko, prawie w ogole.
Stawka za godzine wynosila 11$. Po odliczeniu podatku wychodzilo 10$. Co dwa tygodnie byla wyplata - okolo 800$. Miesiecznie zarabialo sie wiec kolo 1500$. Oplata za mieszkanie (wlasciwie dom) wynosila w moim przypadku okolo 400$ miesiecznie. Jedzenie zabieralo mi z portfela jakies 300$/mies. Generalnie z pieniedzmi nie bylo problemu. Zawsze mialo sie
na koncie ilesset dolarow i nikt sie nie martwil czy ma za co zyc. Mozna bylo isc do drugiej pracy i zarobic wiecej, ale ja akurat nie mialem na to sily. Na koniec do Polski przywiozlem mniej wiecej tyle pieniedzy ile musialem wlozyc w ten wyjazd. Do tego mialem w walizce troche elektornicznego sprzetu, ktory jest tam ewidentnie tanszy.
Zawsze da sie wg mnie zarobic tyle pieniedzy, zeby wyjazd sie zwrocil, ale jezeli ktos chce jechac tylko dla pieniedzy to niech jedzie do Anglii.
Kapitan Kapitan mojego beach patrolu nie cieszyl sie w tamtejszym srodowisku ratowniczym duza popularnoscia. Formalnie byl w porzadku - regularna wyplata, nie wymagal zeby w pracy zawsze stac na bacznosc, nie czepial sie glupot itd.
Czasami jednak jego poczynania sprawialy, ze uwazalem go za totalnego kretyna. Przykladowo, kiedy rano padal deszcz odwolywal trening i kazal czekac pod telefonem. Jezeli sie nie wypogodzilo, nie szlo sie do pracy. Zaoszczedzal na tym troche pieniedzy. Na szczescie takich dni bylo w ciagu calego lata tylko kilka.
Pewnego dnia stwierdzilem, ze w nastepnym sezonie na pewno nie bede dla niego pracowal. Uzylismy deski ortopedycznej na sasiedniej plazy niestrzezonej (podejrzenie urazu kregoslupa po uderzeniu przez fale). Kiedy kapitan sie o tym dowiedzial, opieprzyl mnie, ze uzylem sluzbowego sprzetu na plazy niestrzezonej przez jego firme! Slabo?! Skapiec i idiota! Potem sie dowiedzialem, ze poklucil sie z paramedykami bo nie chcieli oddac dechy ani zostawic swojej. Kapitan biegl za odjezdzajaca karetka i uderzajac w drzwi krzyczal "oddajcie moja deske!". Backboard zostal zwrocony po tygodniu.
Ja nie lubilem szefa i nie dazylem go zadnym szacunkiem, natomiast nie zdradzalem tego, robilem co mi kazano i staralem sie wykonywac moje obowiazki profesjonalnie. Na koniec lata dostalem maksymalny bonus - 500$.
Atlantyk vs Baltyk Ogolnie ratownictwo tam jest o wiele nudniejsze dla ratownika niz w Polsce. Nad Baltykiem sa 3 osobowe zespoly, mozna pogadac, poplywac na lodzi, patrolowac kapielisko pieszo, czesciej rozmawia sie z ludzmi, czas plynie szybciej. W USA, w miejscu gdzie pracowalem czulo sie ciagle samotnie. Rozrywka bylo jedzenie kanapki, sluchanie radia i rozmowa z sasiednimi standami przy uzyciu flag semaforowych. Czas dluzyl sie niemilosiernie. Brak tloku na plazy sprawial, ze rzadko cos sie dzialo i monotonia zmniejszala ci mozg z dnia na dzien.
Czy gdybym wiedzial wczesniej jak bedzie wygladala moja praca nad oceanem to czy bym pojechal? Tak.
Czy pojechalbym do USA drugi raz? Tak.
Czy w to samo miejsce? Nie, chcialbym poznac inne miejsce np. Myrtle Beach.
Na pewno nie napisalem wszystkiego co chcialibyscie wiedziec. Jezeli macie jakies pytania, smialo je tu umieszczajcie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach