staż w firmie Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe ?? To było 100 godzin społecznych! a jak ktos potrzebuje sprawdzenia to 15 minut w wodzie, 10 minut na BL, i wiadomo kto jest w stanie pracowac a kto musi sie doszkalac. Na sprawdzenie naprawde nie trzeba 14 dni
Dziś przegladając oferty pracy gazety wyborczej napotkałem się na pracę dla ratownika.
Zakopane zatrudnię z zamieszkaniem: recepcjonistkę, kelnerkę, sprzątaczkę,
pomoc kuch., ratownika, 018 208 40 07 .
Dzwonię, odbiera jakaś kobieta która się nawet nie przedstawia!
Przedstawiam się i mówię w jakiej sprawie. Proszę o jakieś informacje na temat pracy, a Pani zaczyna zadawać pytania wogóle nie związane z tematem rozmowy!!
NIE POLECAM!!
_________________ MR-1999
RW-2004
SRW-2007
Dodatkowo:
Starszy sternik motorowodny
Instruktor Dyscypliny sportu pływanie
Instruktor Pierwszej Pomocy
Licencjonowany Ratownik Medyczny
Kierownik Obozów i Kolonii
Nie polecam biura podróży WITOURS z Bielska-Białej, kuszą ratowników bezpłatnym wyjazdem za granicę w ciepłe strony itp itd. Byłem z nimi przez sierpień we włoszech na płw. Gargano. Zakwaterowanie w rozwalających się namiotach (w upałach 40'C nie do wytrzymania w środku), jedzenie wręcz fatalne (cale przyjezdza na turnusy z polski i jest przechowywane pod przyczepą campingową! - sanepid zamknal by taką kuchnię od razu! - tyle ze nikt tam na kontrole nie przyjedzie), jedzenia jest mało - śniadania wyglądają zawsze tak samo (3 kromki chleba, plasterek wedliny, plasterek sera, łyżeczka dżemu + mała kostka ramy (5g), co najśmieszniejsze to wszystko jest gotowane na słonej wodzie (mozna było za dodatkową opłatą pić herbatę ze słodka wodą- 5euro albo 10). Ratownik pracuje praktycznie cały czas na plaży w upale, pracodawca z tego tytułu nie pomyślał o butelce wody mineralnej, wszystko się kupowało samemu (kolejne euro)... Wracając do jedzenia to jada się przed namiotami, przy czym jak wiatr delikatnie powieje to cały kurz masz w talerzu... Ratownik sprawuje jednocześnie opiekę medyczną nad kolonistami (!!!), nie ma oczywiście mowy o obecności lakarza czy pielęgniarki na obozie (w polskich przepisach jest to wymagane - ale która kontrola pokona 1500km i przyjedzie na południe włoch?!). Jak przyjechałem i zobaczyłem tą apteczkę to prawie się załamałem, same plasterki i jakieś krople żołądkowe... Dopiero z drugim turnusem przyjechały z polski (na moje specjalne zamówienie) środki takie jak panthenol, który z wiadomych względów schodził jak ciepłe bułeczki, czy maska do rko, witamina C itp... O sprzęcie do ratownictwa wodnego oczywiście też mogłem pomarzyć (chociaż przy ustalaniu szczegółów przed wyjazdem o wszystkim mówiłem - apteczka ze spisem wyposażenia którego potrzebuję, boja sp, rzutka itp - biuro odpowiedziało: "Ok wszystko już tam jest") więc stałem jak idiota i nadstawiałem karku z gołymi rękami i gwizdkiem...
I to wszystko za śmiesznie małe pieniądze - 420zł za turnus (2tyg) z czego ja po miesiącu zarobiłem 840zł. A co najśmieszniejsze to chyba to że pieniądze dostałem ze 3 dni temu! Pisałem setki mejli i chyba tylko dzięki temu dostałem te pieniądze... (w umowie było napisane że pieniądze dostanę po 30 dniach od złożenia dzienniczka pracy).
Dramat!!!!!!!!bez komentarza...Trzymaj sie!!wiecej bys dostal u nas w kraju..pewnie schudles?
z 8-10 kilo :/ masakra
Ale dobrze ze jest taki temat zeby się podzielić takimi informacjami. Dlatego nie polecam... Chyba ze ktoś lubi hard core za pół darmo Ja nie przepadam
Nie polecam biura podróży WITOURS z Bielska-Białej, kuszą ratowników bezpłatnym wyjazdem za granicę w ciepłe strony itp itd. Byłem z nimi przez sierpień we włoszech na płw. Gargano. Zakwaterowanie w rozwalających się namiotach (w upałach 40'C nie do wytrzymania w środku), jedzenie wręcz fatalne (cale przyjezdza na turnusy z polski i jest przechowywane pod przyczepą campingową! - sanepid zamknal by taką kuchnię od razu! - tyle ze nikt tam na kontrole nie przyjedzie), jedzenia jest mało - śniadania wyglądają zawsze tak samo (3 kromki chleba, plasterek wedliny, plasterek sera, łyżeczka dżemu + mała kostka ramy (5g), co najśmieszniejsze to wszystko jest gotowane na słonej wodzie (mozna było za dodatkową opłatą pić herbatę ze słodka wodą- 5euro albo 10). Ratownik pracuje praktycznie cały czas na plaży w upale, pracodawca z tego tytułu nie pomyślał o butelce wody mineralnej, wszystko się kupowało samemu (kolejne euro)... Wracając do jedzenia to jada się przed namiotami, przy czym jak wiatr delikatnie powieje to cały kurz masz w talerzu... Ratownik sprawuje jednocześnie opiekę medyczną nad kolonistami (!!!), nie ma oczywiście mowy o obecności lakarza czy pielęgniarki na obozie (w polskich przepisach jest to wymagane - ale która kontrola pokona 1500km i przyjedzie na południe włoch?!). Jak przyjechałem i zobaczyłem tą apteczkę to prawie się załamałem, same plasterki i jakieś krople żołądkowe... Dopiero z drugim turnusem przyjechały z polski (na moje specjalne zamówienie) środki takie jak panthenol, który z wiadomych względów schodził jak ciepłe bułeczki, czy maska do rko, witamina C itp... O sprzęcie do ratownictwa wodnego oczywiście też mogłem pomarzyć (chociaż przy ustalaniu szczegółów przed wyjazdem o wszystkim mówiłem - apteczka ze spisem wyposażenia którego potrzebuję, boja sp, rzutka itp - biuro odpowiedziało: "Ok wszystko już tam jest") więc stałem jak idiota i nadstawiałem karku z gołymi rękami i gwizdkiem...
I to wszystko za śmiesznie małe pieniądze - 420zł za turnus (2tyg) z czego ja po miesiącu zarobiłem 840zł. A co najśmieszniejsze to chyba to że pieniądze dostałem ze 3 dni temu! Pisałem setki mejli i chyba tylko dzięki temu dostałem te pieniądze... (w umowie było napisane że pieniądze dostanę po 30 dniach od złożenia dzienniczka pracy).
Również byłem z tym biurem w tym roku na wakacjach, dokładnie 12 dni (10-22 sierpnia). W porównaniu z kolegą wyżej trafiłem w duużo dużo lepsze warunki, ponieważ trafiłem w inne miejsce Włoch (dokładnie 3-gwiazdkowy camping w Riccione). Ale większość tematu z góry była bardzo podobna... zakwaterowanie - smutek z marychą, połowa namiotów była rozwalona, oczywiście my jako kadra wzięliśmy jeden z lepszych, ale sporo trudu poświęciłem, żeby złożyć niektóre namioty do kupy, nie mówiąc o tym, że połowa materaców była dziurawa i obozowicze musieli wieczorami dopompowywać materace, a i tak rano budzili się na flakach . Jeżeli chodzi o żarcie, tutaj mieliśmy szczęście - po prostu kucharzem był zajebisty typ (pozdro dla Pana Rafała i jego żony ), mieliśmy żarcia ile chcieliśmy, ale wynikało to tylko ze "znajomości", po prostu to był jeden z jedynych typów z Polski, z którym można było normalnie pogadać. Ale ja to ja, ratownik, który ma o czym z kucharzem pogadać, a dzieciaki ojj biedę z tymi obiadami miały... jeżeli chodzi o sprzęt - nie przypominam sobie, żebym miał jakikolwiek :p koło czy rzutka? czysta fantazja, a gwizdek i koszulka były moje. Apteczka - oczywiście pomyślałem o tym przed wyjazdem i kupiłem apteczkę 1 pomocy (za chyba niecałe 30zł w Makro) i oczywiście pomysł był w dechę, bo na miejscu wielu rzeczy brakowało. Nie mówiąc o tym, że apteczka na miejscu należała do wcześniejszego ratownika, zostawił mi ją bo wiedział, jakie są warunki ;]
Z pracą miałem szczęście - to był jedyny camping w Riccione, gdzie był basen z własnymi ratownikami - obozowiczom przez to nie chciało się chodzić nad morze i nie mam co narzekać, bo dziennie pracowałem maksymalnie godzinę.
Na płacę też jakoś specjalnie narzekać nie muszę - za 12 dni dostałem na rękę niecałe 700zł (688zł) minus ubezpieczenie. Co innego czas, kiedy je dostałem - to co wyżej - czekałem na te pieniądze parę miesięcy, szły maile i telefony, skończyło się na tym, że zadzwoniłem wkur**ony na maksa i powiedziałem, że mają tydzień albo wylądują w sądzie... i pieniądze doszły.
Ogólnie powiem, że tak źle nie było - ale to tylko dlatego, że po prostu miałem szczęście z zakwaterowaniem, (campingowy basen) i świetne kontakty z kucharzem i panem Jackiem (pozdrawiam rezydenta). Główne minusy - brak sprzętu, pusta apteczka, namioty (w południe nie dało się wytrzymać! koszmar) no i oczywiście parumiesięczna zwłoka z zapłatą...
A żeby jeszcze było weselej, już w Polsce wracaliśmy razem z grupą z Chorwacji (Cisno czy coś takiego)... jak się nasłuchałem, jaka u nich bieda była, myślałem że padnę - betonowa plaża, zero zejścia a uskok do wody, do miasta pół godziny z buta, wszystko rozwalone, masakra - więcej się z tym biurem nie wybiorę.
A, jeszcze jeden plusik dorzucić mogę - w tej "starszej grupie" (bo pilnowałem dwóch grup - dzieciaków w wieku 9-11 ((kto takie bachory same za granicę w takie warunki wysyła?!)) i mojej)... na 23 osoby miałem 22 dziewczyny lat 17 ;D więc było wesoło ;p
a, i jeszcze jedno - wodę mieliśmy czystą, zimną, pitną, bo na całym campingu po prostu były studzienki. Jeden wielki fart
a, i ja też schudłem - jakieś 4 kg w 2 tygodnie ale to raczej wina pogody (upały ~40 stopni) bo żarłem jak opętany.
_________________ "Man is a pupil, pain is his teacher" - Alfred de Musset
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach